~Ally~
Dzień zapowiadał się taki jak zwykle - żadnych nowości. Siedzę w dużej kuchni z białymi meblami. Wyglądam przez okno. Trawa na ogrodzie zaczyna się zielenić.
- Mamoooo - słyszę wołanie mojego syna, Erica. - chłopaki mają laptopy, a ja nieee.
- Którzy? - pytam marszcząc brwi.
- Wszyscy mamo. - mówi.
Uśmiecham się do niego lekko.
- A po co ci taki laptop? - uśmiecham się jeszcze szerzej.
- Do grania.
- I będziesz siedział przed nim cały dzień? O nie, nie dostaniesz - do domu wchodzi Martin, mój mąż. Zapewne słyszał całą rozmowę. Podchodzi do mnie, całuje lekko w czoło.
Nasz dom jest ogromny. Parter, jedno piętro, drugie i trzecie.
Nasz dom jest ogromny. Parter, jedno piętro, drugie i trzecie.
- Fuj! - woła Eric, zaczyna biec po schodach na górę.
Śmieję się.
- Kochanie, umówiłem się ze starym kolegą. Chcesz iść ze mną? Akurat może poznasz się z jego żoną.
- Oczywiście! Jak ma na imię?
- Austin.
~ * ~
Hej! To właśnie był prolog. Rozdziału pierwszego można się spodziewać doprawdy niedługo. :)
Mam nadzieję, że będziecie czytać te "wypociny". Oczywiście kolejne rozdziały będą o wiele dłuższe!
Pozdrawiam i proszę o komentarze! <3